Wojtek Wieczorek nie ukończył maratonu dookoła Polski

  • Eliza Świtling
  • 2013-08-21 11:03:19
Wojtek Wieczorek nie ukończył maratonu dookoła Polski
  • Foto: Wojciech Wieczorek

Ponad 500km z 3 tysięcy. Tyle udało mu się przejechać. Wyeliminowała go awaria tylnego koła.

Maraton rozpoczął się punkt 12 w południe w sobotę 17 sierpnia. Ostatecznie na starcie zjawiło się 19 uczestników.

Ruszyli spod latarni morskiej na Przylądku Rozewie w kierunku Trójmiasta. Cała trasa wiodła jak najbliżej granic Polski. Uczestnicy poruszali się w kierunku zgodnymz ruchem wskazówek zegara.


Pierwsze 90km to start honorowy. Dopiero po przejechaniu aglomeracji Trójmiasta i przedostaniu się na druga stronę Wisły promem (skądinąd największym na całej rzece) rozpoczął się start ostry.

Niestety od samego początku szczecinecki rowerzysta walczył z nerwobólami. Lekarze nie potrafili stwierdzić co jest ich przyczyną. Trwały około 12 godzin.
W tym czasie jechał z prędkościami 10-25km/h. Wcześniej zakładał  25-30km/h, ale gdy tylko rozpędzał się do założonych prędkości ból stawał się tak duży, że musiał powrócić do "toczenia się".

Jazda z tak niskimi prędkościami była o tyle dobra, że Wojciech nie czuł ani grama zmęczenia. Wiedział, że w nocy będzie jechał non stop. I mimo, że początkowo plasował na przedostatnim miejscu to w nocy szybko zaczął odrabiać straty.
Nie zatrzymał się dłużej niż na 5 minut. Najczęściej 2-3 minutki.

W nocy było zimno. Wielu kolarzy na to narzekało. Wojciech Wieczorek dzięki strojowi ufundowanemu przez Miasto Szczecinek miał komfort termiczny. Ciepło jak w uchu. Zbliżał się koniec nocy, a on miał cały czas zapas energii i dobrego humoru.

Nad ranem zbliżał się w okolice Suwałk (prawy, górny róg na mapie Polski). Było bardzo górzyście. Były też szybkie zjazdy. I właśnie na owych zjazdach zaczęły dziać się złe rzeczy. Konkretnie szwankowało tylne koło. Podczas dużej prędkości kiedy próbował "puścić korby" (przestać pedałować) koło zaczynało blokować, łańcuch szarpał, a do tego głośny dźwięk tarcia metalu o metal.

Wiedział, że nie naprawi tego sam. Była Niedziela. On gdzieś na końcu świata. Po płaskim można jechać, bo mała prędkość. Jednak dwie groźne dla życia sytuacje na zjazdach skłoniły Wojtka do zaprzestania dalszej jazdy i wycofania się z maratonu. Sytuacje te miały miejsce podczas wyprzedzania i mijania mnie przez samochody.

W ciągu 24 godzin przejechał  500km. Wysunął się nawet na prowadzenie. Cały czas bił się z myślami czy jechać dalej i ryzykować na zjazdach, czy też zakończyć maraton. Ostatecznie pomyłka na trasie maratonu pomogła mu podjąć decyzję o jego zakończeniu. Cztery lata wcześniej trasa wiodła przez Augustów i Wojciech pamiętał ją dobrze. Tym razem
organizator zmienił jej przebieg i jakieś 15-20km przed Augustowem skręcała w lewo. Przeoczył to. Mógł jeszcze wracać na trasę. Dał jednak słowo żonie, że wróci w jednym kawałku, a zepsute koło przy prędkości 40-70km/h mogło sprawić że byłoby inaczej.

Tak skończyła się przygoda z maratonem. Właściwie awaria sprzętu to jedyne co mogło wyeliminować naszego maratończyka i tylko na to zwracał uwagę. Dlatego przede wszystkim od tej strony będzie zabezpieczony przyszłoroczny Wyścig Dookoła Polski, który wystartuje i zakończy się w Szczecinku.

Wojciech Smolarek serdecznie dziękuje Samorządowej Agencji Promocji i Kultury za piękny strój, a rodzinie, znajomym i kibicom za wsparcie. Dziękuje też mediom za relacje. Następna tego typu impreza kolarska będzie lepsza i do tego jej epicentrum będzie w Szczecinku. 

INFO: Wojciech Smolarek

Galeria zdjęć do artykułu

Dodaj komentarz

Aby kontynuować, proszę zaznaczyć pole poniżej: