Strzelał do dzika - trafił w kobietę. Sprawa myśliwego trafiła na wokandę

  • Redakcja TV Gawex
  • 2019-03-07 12:17:09
Strzelał do dzika - trafił w kobietę. Sprawa myśliwego trafiła na wokandę
  • Foto: e-kg.pl

W środę (06.03) ruszył proces Andrzeja W., myśliwego, który w październiku ubiegłego roku postrzelił jadącą samochodem kobietę. Myśliwy nie przyznał się do winy. Poszkodowana od czasu wypadku zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Będzie się ubiegała o odszkodowanie. - To cud, że moja klientka żyje – mówił dziennikarzom jej obrońca mec. Aleksander Bolko.

Do tego, co wydarzyło się 2 października ubiegłego roku, Emilia Kaczorowska wraca z ogromnym trudem. - Mam lęki do tej pory, boję się, a przecież muszę tę trasę pokonywać codziennie, bo właśnie tamtędy jeżdżę do pracy – mówiła dziennikarzom kobieta. Felernego wieczoru, poszkodowana wracała do domu i będąc na rondzie przy miejscowości Bezpraw, usłyszała huk i poczuła ból w nogach. W samochód uderzyła kula. Jak się później okazało, kobieta miała dużo szczęścia. Niewiele brakowało, aby pocisk uszkodził tętnicę.

 

Myśliwemu postawiono zarzut narażenia kobiety na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Miało do tego dojść, bo według śledczych, polując, oddał strzał w kierunku drogi, którą jechała poszkodowana. Kula przebiła karoserię i dotkliwie poraniła.

Podczas środowej rozprawy Andrzej W., nie przyznał się jednak do zarzucanych mu czynów. Sędzia Ewa Woźniak odczytała poprzednie zeznania myśliwego, z których wynikało, że 30-latek początkowo potwierdził, że mógł być sprawcą zajścia. - To się stało w wyniku nieszczęśliwego wypadku(...) jestem ubezpieczony i jestem w stanie ponieść koszty leczenia tej kobiety – tak brzmiały poprzednie wyjaśnienia Andrzeja W.

 

Dzisiaj oskarżony zgodził się jedynie odpowiadać na pytania sądu i swojego obrońcy mec. Wiesława Brelińskiego. Opowiedział jak wyglądało, jego zdaniem, polowanie fatalnego wieczoru. - Oddałem strzał do dzików, które niespodziewanie stanęły na mojej drodze, kiedy jechałem wpisać się do księgi polowań – mówił myśliwy. Według jego zeznań, strzał wykonał jednak nie bezpośrednio w kierunku drogi, a „w dół", stojąc na wzniesieniu. Między stadem zwierząt a drogą miała znajdować się wówczas ogromna hałda ziemi, która stanowiła naturalną ochronę dla wystrzeliwanej kuli. Oskarżony tłumaczył, że podczas polowania, na tym terenie znajdowali się również inni myśliwi.

Na kolejnej rozprawie mają być przesłuchiwani świadkowie wydarzenia. Sam oskarżony nie chciał dzisiaj rozmawiać z mediami. W jego imieniu wypowiadał się mec. Breliński, który zapewniał, że jego klient jest niewinny. - Nie zaprzecza, że polował (...)Nie wie czy to była jego kula – tłumaczył prawnik.

Emila Kaczorowska nie oczekuje surowej kary dla oskarżonego. - Chciałabym jedynie, żeby już nie mógł strzelać, żeby ktoś zabrał mu uprawnienia – mówiła do dziennikarzy.

Jak poinformował adwokat poszkodowanej, kobieta będzie ubiegać się również o zadośćuczynienie finansowe na drodze cywilnej. - Na pewno będzie to kwota powyżej 100 tysięcy złotych – mówił mec. Bolko.

Dodaj komentarz

Aby kontynuować, proszę zaznaczyć pole poniżej: