Czy polskie mięso wołowe jest bezpieczne?

  • Redakcja TV Gawex
  • 2019-02-13 14:42:03
Czy polskie mięso wołowe jest bezpieczne?
  • Foto: TV Gawex /dephosite photo

W ostatnim czasie całą Polskę obiegła afera dotycząca mięsa pozyskiwanego z chorych krów. Blady strach padł nie tylko na polskich konsumentów ale również na kraje, do których trafia nasze mięso. Polska została wezwana przez Komisję Europejską do złożenia wyjaśnień w tej sprawie. O komentarz i zarazem odpowiedź na pytanie jak wygląda proces pozyskiwania mięsa do spożycia poprosiliśmy wójta gminy Szczecinek, Ryszarda Jasionasa.

Niedawno światło dzienne ujrzał reportaż dziennikarzy jednej z ogólnopolskich stacji telewizyjnych dotyczący polskich ubojni, które w nocy, zabijały i przerabiały na mięso chore krowy. Wykorzystywano także mięso z padłych krów. Na konsumentów w Polsce jak i w Europie padł blady strach. Emocje w tej sprawie studzi wójt gminy Szczecinek Ryszard Jasionas, którego zdaniem przypadek ten został nieco naciągnięty. "Wydaje mi się, że tutaj poszła bardzo głęboka i nieprzemyślana propaganda w stosunku do bezpieczeństwa żywnościowego naszego kraju. Można powiedzieć, że zachwiało to rynkiem. Wydaje mi się, że ostatnie doniesienia prasowe mówią o wojnie polsko-europejskiej jeśli chodzi o wołowinę być może to jest przyczynek tej publikacji materiału, który został nakręcony w listopadzie. Dlaczego ten materiał nie został wyemitowany w listopadzie od razu? Nie wiem. Przecież zagrożenie trwało, ludzie niby mieli jeść mięso ze zdechłego bydła."- powiedział nam Ryszard Jasionas, wójt gminy Szczecinek

Powstaje zatem pytanie - o co chodzi z przerabianiem padniętego bydła na mięso? Wójt wyjaśnia, że chodzi o tzw. leżaki, czyli cielaki, które po urodzeniu w wyniku porażenia poporodowego nie mogą stanąć na nogi. "Jeśli w przeciągu trzech dni taka krowa nie wstanie jest kierowana na ubój jako leżak, a nie padnięte bydło." - dodaje wójt. 

Procedury pozyskiwania mięsa do spożycia są jasno określone. Każde zwierzę jest oznakowane i policzone. "Każde zwierzę musi być zagospodarowane jeśli chodzi o tuszę i rozliczone. Jeśli bydło pada zakład utylizacyjny odbiera takiego zwierzaka, spisuje się numery kolczyków, wykreśla się z rejestrów, paszporty i te inne rzeczy i to jest zamknięty proces.Jeśli zwierzę żyje i jest w stanie wejść jeszcze na środek transportu to takie zwierzę się zabiera do ubojni. Pod kontrolą weterynarza odbywa się taki ubój, następnie tusze są przeglądane, badane i oceniane przez lekarzy weterynarii czy nadaje się do spożycia czy nie. Jeśli się nie nadaje to idzie do utylizacji." - kończy wójt gminy Szczecinek, Ryszard Jasionas. 

Niestety, afera ta może drogo kosztować naszych producentów. Mięso trafiło do 14 krajów unii. Po reportażu ceny zaczęły spadać o 1 zł na kilogramie. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie hodowcy mogą stracić na tym 600 mln zł w ciągu roku. Prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, Jacek Zarzecki, o zakładzie pokazanym w reportażu mówił, że to "jedna czarna owca", która nie powinna rzutować na cały przemysł mięsny w Polsce. 

Dodaj komentarz

Aby kontynuować, proszę zaznaczyć pole poniżej: