[ROZWIĄZANIE KONKURSU] Wygraj jedną z książek Piotra Rozmusa ''Przebudzenie'' lub ''Bestia''!

  • KB
  • 2017-01-23 10:18:26
[ROZWIĄZANIE KONKURSU] Wygraj jedną z książek Piotra Rozmusa ''Przebudzenie'' lub ''Bestia''!
  • Zdjęcie: TV Gawex

Piotr Rozmus to młody autor mający w swoim dorobku trzy pozycje. Pisze książki utrzymane w mrocznym klimacie, właściwie thrillery, które szybko zyskały uznanie i sympatię czytelników. Oprócz debiutanckiej ''Bestii'', której akcja rozgrywa się w Szczecinku, napisał także ''Kompleks Boga''. W grudniu 2016 roku przyszedł czas na premierę drugiej części debiutanckiej powieści autora pod tytułem ''Przebudzenie''. Okładkę książki zaprojektował Dariusz Kocurek - polski grafik, tworzący okładki m.in. do książek S. Kinga. Dodatkowo wraz z ukazaniem się drugiej części, poprzedni tytuł również pojawił się na rynku w nowej szacie graficznej tego samego autora.

W związku z premierą powieści ''Przebudzenie'' przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania jest sześć książek opatrzonych autografami Piotra Rozmusa:

  • trzy książki ''Przebudzenie'',
  • trzy książki ''Bestia'' w nowej szacie graficznej.

Aby otrzymać jedną z sześciu książek wystarczy napisać krótką historię utrzymaną w mrocznym klimacie, której akcja dzieje się w Szczecinku. Opowieść musi zawierać nie mniej niż 1000 znaków (ze spacjami).  

Konkurs trwa od 11 stycznia 2017 roku do 23 stycznia 2017 roku do godziny 9:00. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 23 stycznia o godzinie 14:00. Książki do odebrania będą w Biurze Obsługi Klienta w Szczecinku przy ulicy Bohaterów Warszawy 1 od dnia 23 stycznia w godzinach otwarcia biura.

Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie!

FORMULARZ KONKURSOWY DOSTĘPNY JEST POD LINKIEM: www.gawex.pl/konkurs

 

ROZWIĄZANIE KONKURSU:

Książki otrzymują:

- Patryk Witczuk
- Magdalena Fabianiak
- Żaneta Czaja
- Paweł Nowacki
- Maria Kowalska
- Roman Zieliński

Serdecznie gratulujemy, książki są do odebrania w Biurze Obsługi Klienta Gawex Media w Szczecinku przy ulicy Bohaterów Warszawy 1 od dnia 23 stycznia w godzinach otwarcia biura.

Poniżej zamieszczamy jedno z nadesłanych do nas opowiadań:

Adam wpatrywał się w ciemną wodę jeziora. W czarnej tafli odbijało się milion gwiazd rozłożonych na bezchmurnym niebie. Jasne punkciki świeciły to jaśniej, to ciemnej, jakby konkurując ze sobą o miejsce na nieboskłonie. Ich oślepiające poświaty dotykały się wzajemnie, zaczepiając radośnie. Były siebie tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
Adam westchnął. Podmuch pary wydobył się z jego ust, jakby przypominając o chłodzie nocy. Mężczyzna wyjął ręce z kieszeni i zdjął rękawiczki. Lampy parkowe oświetlały jego szczupłą postać odzianą w czarny płaszcz.
- Gdzie jesteś? - szepnął wpatrując się w mętną toń.
Jezioro jednak nie odpowiadało.
- Znajdę cię.
Chociaż pozostawało głuche na jego groźby, gdzieś w oddali woda poruszyła się. Adam przez moment widział wynurzające się z niej wybrzuszenie. Ona była tam. Był tego pewien. Tak samo jak tego, że woda jeziora Trzesiecko nie ukryje jej na wieki.

***

- Jak to "nie"?! - krzyk rozbrzmiał w pustym pokoju. - Ile mam czekać?! To chyba jakiś żart! Jesteście beznadziejną księgarnią i opiszę to wszystko w mojej recenzji!
Nie czekając na odpowiedź, Adam rozłączył się. Chwycił leżący nieopodal niebieski długopis i skreślił kolejny numer na liście. Zabrał się za wybieranie następnego, jednak przez swoją wściekłość nie zauważył, że tamten był ostatni. Wydał z siebie nerwowy wrzask i z niemałą siłą kopnął w stół.
- Szlag by to jasny trafił! - rozdarł się ponownie, gdy ból stopy dotarł do jego przytłumionej wściekłością świadomości. - Za jakie grzechy?!
Przedzwonił już chyba wszystkie księgarnie w Polsce, ale żadna nie miała na stanie szukanej przez niego książki o skrajnych rodzajach słodkowodnej fauny i flory.
Westchnął zdenerwowany i spojrzał przez okno. Mimo że mieszkał na czwartym piętrze bloku przy ul. Wyszyńskiego, niedaleko parku, z ledwością dostrzegał błękit jeziora. Już dawno poprzysiągł sobie przeprowadzkę, jednak jego niska pensja ledwo starczała mu na życie, nie mówiąc już o wynajęciu droższego mieszkania.
Białe ściany w najmniejszym pokoju, przeznaczonym na biuro były pokryte tysiącami zdjęć i notatek. Część gazet była na tyle spłowiała, że nie dało się odczytać druku. Jednak on znał to wszystko na pamięć. Wyblakłe litery nie stanowiły dla niego problemu.
Wcale nie miał paranoi. On po prostu MUSIAŁ ją znaleźć. Nie miał innego wyboru. To przez nią stracił wszystko, co do tej pory posiadał. Pracę na komendzie, rodzinę i znajomych. Żył jak pączek w maśle dopóki nie zobaczył jej po raz pierwszy.
To wspomnienie wciąż pozostawało żywe w jego pamięci. Jej łuski, błyszczące w świetle księżyca jak czyste srebro. Płetwy – zakończone wygiętymi kośćmi, a na nich resztki białego, wypranego z krwi, rozszarpanego mięsa. Włosy, a w nich wijące się niczym węgorze wodorosty. I oczy. To spojrzenie. Wzrok niczym uderzenie tysiąca krwawych błyskawic. A w nich czysta nienawiść.
A oni wszyscy cały czas twierdzili, że ona nie istnieje. Mówili, że oszalał. Odebrali mu kompetencje do wykonywania zawodu, bali się przebywać w jego towarzystwie. Jego żona twierdziła nawet, że on patrzy na nią jak na ofiarę. Tylko że to on był ofiarą. Chociaż długo zbierał dowody i pokazywał każdemu, nikt mu nie wierzył. Nikt.
Chwycił płaszcz akurat w momencie, kiedy do jego uszu dotarła znajoma melodia szczecineckiego hejnału. Zamknął drzwi z hukiem, nie przejmując się zdaniem sąsiadki, która w ciągu sekundy wyskoczyła z mieszkania i zaczęła swoje wieczne wywody o kulturze osobistej.
Zignorował ją i przeskakując co drugi schodek zbiegł na sam dół.
Woda była równie spokojna, jak poprzedniej nocy. Adam przeczesał swoje długie, dawno nie ścinane czarne włosy i oparł się o stojące przy brzegu drzewo. Jego wzrok przykuło migające niebieskie światło radiowozów po drugiej stronie jeziora. Mimo że się starał, nie mógł się skupić na ludziach w mundurach. Jego wzrok przykuwał ruch wody niedaleko od niego.
Zdawał sobie sprawę, że mróz powoli zaczynał ogarniać błękitną taflę. Wiedział, że to ostatni moment, aby ona mogła zdobyć pożywienie. Sięgnął do pełnej ryb torby kupionej po drodze i rzucił jedną sztukę najdalej jak potrafił.

***

Młody chłopak o jasnych włosach wyciągnął srebrny worek nieco dalej od brzegu jeziora. Ciężka zawartość stawiała opór, ale on dał radę. Był świeżo po akademii. Jeśli jemu by się nie udało, nikt by tego nie zrobił.
- Szefie! – krzyknął.
Wołany człowiek odwrócił się powoli, z niechęcią odrywając wzrok od przeciwległego brzegu, gdzie popularny wśród policji osobnik rzucał świeże ryby do wody.
- Odejdź – rozkazał. Chociaż przysłaniał go radiowóz, a cała ekipa trzymała się w odpowiedniej odległości, rozejrzał się na boki.
Odsunął poły ciemnobrązowego płaszcza i podrapał się po siwej brodzie. Materiał worka zaszeleścił, kiedy mężczyzna rozpiął suwak. Nieprzyjemny zapach uderzył w jego nozdrza. Stłumił odruch cofnięcia się.
Na pierwszy rzut oka trudno było określić, czy w środku znajdował się mężczyzna, czy kobieta. Twarz była całkowicie zmasakrowana. Dzięki oczyszczeniu przez wodę, można było dostrzec odrapaną kość policzkową. Ślady ostrych pazurów pozostawiły wyraźne żłobienia. Całe ciało było mieszaniną tkanin, włosów, kości i mięsa, niewiadomo jakim cudem trzymającą się kupy.
Siwowłosy zamknął worek i wstał. Skinieniem ręki przywołał barczystego policjanta, ubranego w zimową kurtkę.
- To co zwykle – powiedział do podwładnego. – Pobierz krew, znajdź rodzinę i powiedz, że skoczył z wieży Bismarka wprost na połamane gałęzie. Nie było co zbierać. Ciało zawieź do spalenia – westchnął i zmienił ton na poważniejszy. – Nie rozumiem Robert, jakim cudem udaje ci się nie zwymiotować, kiedy ich wyławiasz.
Jego towarzysz zaśmiał się.
- Taka praca szefie. Taka praca.
Siwowłosy uśmiechnął się, ale tamten już odszedł. Policjanci zaczęli swoją krzątaninę wokół worka. Pozbierali wszystko co się da i odjechali.
On został jednak i dalej wpatrywał się w mężczyznę rzucającego martwe ryby do wody. Był ciekaw, jakim cudem tamten się jeszcze nie poddał.
Westchnął i potarł czoło. Człowiek po drugiej stronie jeziora zrobił to samo. Przez chwilę wpatrywali się w siebie, potem jednak spuścili wzrok na ciemne wody jeziora Trzesiecko. I na jego tajemnicę.

Dodaj komentarz

Aby kontynuować, proszę zaznaczyć pole poniżej:


UWAGA! Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Co to są pliki cookies?